Back to Top
lizak

lizak

Uległy od zawsze

 

Czy można aż tak się zatracić? Czy można zrezygnować zupełnie z człowieczeństwa i stać się zabawką w dłoniach brutalnej mrocznej elfki? Drowy to sadystyczne istoty, które gardzą ludźmi i odnajdują autentyczną satysfakcję w ich gnębieniu. Od czasu, gdy dałem się złapać w Tum Ndaedelos, Dolinie Cieni, minęły już trzy miesiące. W tym czasie przeżyłem koszmar, którego nigdy bym się nie spodziewał, ale zacznijmy może od początku.

 

Mroczna elfka, która mnie schwytała, nazywała się Morna Hwesta i była zwiadowczynią Pajęczego Królestwa. Była okrutna, brutalna i równie przerażająca w czynach wymierzonych przeciw mnie, co i piękna. Nim jednak zabrano mnie do Pajęczego Miasta, gdzie Morna uczyniła mnie częścią swojego domowego wyposażenia, musiałem przejść miesięczną obserwację – kwarantannę połączoną z oczyszczeniem. Czas ten spędziłem w obozie znajdującym się tuż u podnóża góry, pod okiem kapłanki YeltQuendu – rogatej diablicy z nietoperzymi skrzydłami, która znała język ludzki, i która miała dopilnować mojego oczyszczenia i przemiany. Przez ten miesiąc żyłem w drewnianej klatce, a Yelta uczyła mnie podstawowych komend drowiego języka. Z nauką posłuszeństwa nie miała najmniejszego problemu – pod tym względem byłem uczniem wręcz wzorowym. Do jedzenia dostawałem dziwną papkę, która paliła moje wnętrzności i powodowała osłabienie i ciągłe biegunki. Jak zgaduję, był to element kuracji oczyszczającej – zamknięte środowisko drowów nie mogło pozwolić sobie na przywleczenie do ich królestwa ludzkiej choroby. Po kilku dniach żywienia się tym dziwnym jedzeniem, kapłanka musiała zmuszać mnie siłą, abym cokolwiek przełknął. Do picia nie dostawałem nic. Zamiast tego kilka razy dziennie pojawiała się w obozie moja właścicielka, piękna i brutalna Morna Hwesta, która poiła mnie swoim moczem.

 

Nektar mrocznych elfek faktycznie był magiczny. Poza efektem wydłużenia języka, który zaobserwowałem już po tygodniu, cechował się innymi interesującymi właściwościami. Po pierwsze, powodował, że nie mogłem przestać myśleć o Mornie. Erotyczne sny w nocy były tak intensywne, że czasem budziłem się nie mogąc znieść bólu, który powodował potężny wzwód. Spostrzegłem także, że dzięki temu nektarowi mój penis stał się większy, jednak długo się tym faktem nie nacieszyłem, gdyż Yelta zamknęła go w stalowej klatce dopasowanej wielkością tak, aby umożliwić mi wzwód, jednak aby jednocześnie uczynić go możliwie jak najboleśniejszym. Ból najsilniejszy był wtedy, gdy moja właścicielka pojawiała się, aby mnie napoić. Widząc jej czarną cipkę niemalże krzyczałem z bólu. Ku memu zdziwieniu, gdy tylko zaczynałem pić złoty nektar prosto z jej łechtaczki, ból zmieniał się w przyjemność. Morna wykorzystywała ten fakt, aby mnie torturować – często długo rozmawiała z kapłanką, nim dała mi napić się swojego moczu. Odkryłem też, że moja właścicielka zajmowała moje myśli całkowicie. Byłem w niej totalnie zakochany do tego stopnia, że nie wyobrażałem sobie służby innej elfce. Tego rodzaju całkowite i bezwarunkowe oddanie to kolejna właściwość elfiego moczu. Byłem fizycznie i psychicznie uzależniony od mojej pani, i już po miesiącu wiedziałem, że gdyby kazała mi się zabić, to uczyniłbym to bez wahania. Świadomość tego faktu była przerażająca i ekscytująca zarazem. Czyż nie tego pragnąłem? Zrozumiałem, że już nie jestem człowiekiem, tylko zwierzęciem całkowicie podległbym pięknej i jednocześnie złej do szpiku kości mrocznej elfce. Nie miałem już własnej woli. Ludzkie zwierze, zabawka.

 

Trzeciego tygodnia, gdy moja pani poiła mnie swoim boskim nektarem, postanowiłem zrobić jej prezent, i zacząłem lizać jej cipkę. Mój wydłużony i spiczasty język penetrował wilgotną szparkę, i docierał głęboko, do wnętrza jej ciała. Nerwy i kubki smakowe na końcu mojego języka stały się wrażliwsze, i z zaskoczeniem odkryłem, jak skomplikowana anatomicznie jest jej cudna cipka. Starałem się dotykać różnych jej części, próbując sprawić, aby stała się bardziej wilgotna, jednak w moim zadaniu przeszkadzała mi zwykła ludzka czynność – oddychanie. Co kilka minut zmuszony byłem zaczerpnąć powietrza, chociaż i tak wytrzymywałem dłużej, niż kiedykolwiek mi się to udawało. Zdaje się, że moja pani była ze mnie zadowolona. Poczułem kilka lekkich skurczy, a jej łydki zacisnęły się na mojej głowie z taką siłą, że miałem wrażenie, jakby chciała zgnieść moją czaszkę. Byłem podniecony, jak nigdy w życiu. Miałem wrażenie, że klatka, którą nosiłem na penisie zaraz pęknie, a mój organ osiągnie rekordową wielkość. Gdy byłem już bliski osiągnięcia stanu najwyższej ekstazy, nagle straciłem przytomność.

 

Gdy się obudziłem, przy klatce była tylko nietoperzowa kapłanka.

 

Musisz się jeszcze wiele nauczyć – powiedziała – twoja pani nie była zadowolona z końcówki, chociaż ucieszyła ją twoja inicjatywa i zaangażowanie.

 

Ale przecież czułem, jak drży – powiedziałem, sądząc naiwnie, że te trzy skurcze były orgazmami. Kapłana mnie wyśmiała.

 

Twój język jeszcze za krótki i za słaby, aby dać jej prawdziwy orgazm. Poza tym musimy cię ulepszyć, abyś więcej nie stracił przytomności w trakcie lizania. Chcesz być ulepszony ludzki kundlu? – Kapłanka uśmiechnęła się złowrogo, a ja pokiwałem twierdząco. Niczego bardziej nie pragnąłem, niż służyć mojej pani najlepiej, jak to było możliwe, i gotów była na ogromne poświęcenia, aby osiągnąć ten cel.

 

Następnego dnia kapłanka przekuła mi krtań gorącym prętem i założyła na ranę platynową osłonkę z koreczkiem, który mogłem zdejmować w każdej chwili. Po jego zdjęciu mogłem oddychać przez tą szparę bez użycia ust i nosa. Gdy następnego dnia Morna pojawiła się w obozie, wylizałem ją najlepiej, jak tylko potrafiłem. Nie musiałem już przerywać lizania, aby złapać oddech, więc poszło mi znacznie lepiej. Pani była zadowolona: wyła w świetle księżyca, drapiąc moje plecy aż do krwi, a po dziesiątym z kolei skurczu, z jej cipki wyciekła cudownie słodka substancja i lepka, po której połknięciu doznałem najpotężniejszego orgazmu w życiu. Czułem, jak rozkosz przenika każdą komórkę w moim ciele, i gdy pani zaczęła na koniec mnie kopać, opluwać, gryźć i rozszarpywać pazurami moją skórę (przemoc była bowiem naturalną reakcją mrocznych elfek po orgazmie – pod tym względem podobne były one do samic pająków, które po zapłodnieniu pożerają samca), zamiast bólu czułem niesamowitą radość, jakby właśnie teraz moje życie nabierało pełni.

 

Dobrze się spisałeś ludzka szmato – poklepała mnie po pysku – będzie z ciebie jeszcze dobry niewolnik.

 

Jak się okazało, dziura w krtani była tylko początkiem mojej fizycznej degeneracji, czy też jak to nazywały elfki – ewolucji. Słodka substancja ejakulacyjna miała jeszcze większą moc magiczną, niż mocz. Zmieniała ona fizjologie człowieka tak, aby ten mógł jeszcze lepiej służyć swojej pani. Po roku picia drowiego moczu i tego boskiego płynu ejakulacyjnego, człowiek zmieniał się w stwora zdolnego trawić drowie odchody, i istniejącego tylko po to, aby zadowalać okrutną panią.

 

Wszyscy ludzie powinni przejść przemianę – powiedziała do mnie, gdy po raz pierwszy zaprowadziła mnie na smyczy do Pajęczego Miasta – dzień, w którym cię schwytałam moje ludzkie ścierwo, będzie dniem, którego już do końca swego marnego żywota będziesz żałował.

 

O nie moja cudna pani – ośmieliłem się odezwać – to był najwspanialszy dzień w moim życiu.

 

Spojrzała na mnie z pogardą i wyższością, która sprawiała, że wydawała się mi jeszcze piękniejsza. Jak wyglądało miasto? Jak wyglądały inne mroczne elfki? Chciałbym wam to opisać, jednak ejakulat i mocz sprawiły, że nie byłem w stanie już nigdy oderwać wzroku od mojej właścicielki. Żyłem tylko dla niej, myślałem tylko o niej, cierpiałem dla niej, kochałem ją stokroć mocniej, niż własne życie. Pierwszego dnia mojego pobytu w Pajęczym Mieście Morna pobiła mnie aż do nieprzytomności, łamiąc przy tym dwa żebra, wybijając wszystkie zęby („nie będą ci już potrzebne”) i wyrywając większość włosów z głowy wraz z grubymi kawałkami skóry. Był to osobliwy chrzest, któremu, co przerażające, oddałem się z wielką przyjemnością. Po tym wszystkim zaprowadziła mnie do małego pomieszczenia, w którym znajdowała się marmurowa muszla. Odczepiła łańcuch od w połowie już zaschniętego ciała człekokształtnego stwora, którego skóra pokryta była blizną na bliźnie, strupem na strupie i kilkoma otwartymi ranami, następnie przyczepiła mnie do muszli. Ciało mojego poprzednika wrzuciła do znajdującego się za muszlą zsypu, po czym odeszła zostawiając mnie w ciemności, na lodowato zimnej posadzce. Już sekundę po jej odejściu tęskniłem za jej czarną jak noc skórą, zniewalającym zapachem i wywołującym dreszcze głosem. Niczego się nie bałem. Mój mózg owładnięty był obsesją, której imię Morna Hwesta, i gdyby moja pani następnego dnia zdecydowała się poderżnąć mi gardło, to nastawiłbym się z totalnym oddaniem w oczach, i umarłbym szczęśliwy. Moja pani nie zdecydowała się jednak mnie zabić. Zamiast tego zrobiła coś znacznie gorszego. Po zaledwie miesiącu służby w jej wychodku, zdecydowała się sprzedać mnie innej mrocznej elfce, łamiąc mi tym samym serce i skazując na nieopisane cierpienie z powodu chorobliwej tęsknoty.