Back to Top
wierny_student

wierny_student

Uległy student, który chętnie pozna swoją Panią ze Śląska.
niedziela, 01 luty 2015 12:56

Czy to już uzależnienie?

Witajcie. Przyszło mi dziś na krótkie wspominki czy wręcz pożalenie się na siebie. 

Tematyką femdom interesuję się już od dość dawna (a że mam dopiero rocznikowo 22 lata, oznacza, iż grzecznym dzieckiem nie byłem :p Przynajmniej w myślach, bo od alkoholu czy imprez stronię chyba od urodzenia). Byłem w dwóch dość stabilnych, poważnych związkach, ale zawsze coś się psuło. Moje partnerki uczyłem dominacji, bym mógł ulegać, one się zgadzały.

I tak mijały miesiące, a ja raz całowałem stópki partnerki (w aucie :P), innym razem byłem wiązany do drzewa w lesie i lekko torturowany, jeszcze innym razem kobieta pluła mi do ust. Takie, z pozoru niewinne zabawy, w których się "zakochałem". Teraz nie potrafię o tym nie myśleć. Sam seks mnie nie kręci, zaś zabawy - jak najbardziej. Przy czym nie przepadam za dużym, silnym bólem. Wolę wyrafinowaną dominację, tj. plucie, wiązanie, stópki. Myślałem, że moja granica "zezwolenia" jest dość blisko. Pomyliłem się. Z czasem zaczęło podobać mi się kneblowanie, traktowanie jak pieska, chwilę potem squirt i dominacja psychiczna. Lubię się bać partnerki. Lubię być uzależniony od jej woli i czuć to w każdej sekundzie. Zaczynam się bać co będzie dalej. Czy przekroczę kolejne granice uległości? Czy to już uzależnienie?

Najgorsze jest to, że nie potrafię być z kobietą "normalną" bądź uległą. Jeśli miałbym stworzyć związek to chyba tylko z kobietą dominującą. Czy w ogóle jest możliwe stworzenie związku na całe życie, w którym ważną rolą są takie zabawy w "Panią i sługę"? Czy w momencie, gdy kobieta poczuje się, jak "rozpieszczona nastolatka, która poznała tajniki władzy nad rodzicami" (bo tak to trzeba nazwać, żeby opisać "potęgę" tego), związek będzie zagrożony (zdradą?)? Nie wiem czy istnieją odpowiedzi na te pytania. Pewnie wielu odpowie, że "zależy od tego, na kogo się trafi". Ale czy psychika ludzka jest tak trwała, że po zmianie roli w osobę dominującą (a raczej nie tyle po zmianie roli, co po wcieleniu tego w życie), miłość do partnera pozostanie nienaruszona? Chyba w to wątpię.

Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca moich, z pozoru bezsensownych, ale mających chyba jakąś "głębię" wywodów. Dzięki! :)