Back to Top
×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 10961
piątek, 26 luty 2016 22:04

Jej oczami - badanie

Asystentka podała mi wypełnioną ankietę. Wydawała się być zniecierpliwiona i zmęczona. Jej twarz nieco rozpromieniała kiedy usłyszała z moich ust, że nic więcej nie potrzebuje i może iść wcześniej te 15 min do domu.

Kiedy zamknęła drzwi ze mnie też tak jakby zszedł kurz całego tygodnia pracy. Usiadłam wygodnie opierając plecy, spokojnym wzrokiem sprawdziłam ankietę.

Krzyżyki coraz grubiej stawiane im niżej strony. Cała wypełniona, co mnie zadowoliło. Zapukał do drzwi, równo o pełnej godzinie, tak jak powinien. Czym sprawił mój delikatny uśmiech i zadowolenie.

Speszony, nieśmiały, niski, przy kości. Nie wiedział gdzie patrzeć i jak ma się zachować. Z jednej strony nieco zabawny widok, z drugiej niebezpieczny z uwagi na płochliwość.

Pozwoliłam mu usiąść, siadł wyprostowany, ręce na kolanach, nogi w równym koncie 90 stopni. Wzrok tylko w biurko wbity.

Pytania stawały się coraz to bardziej intymne, wymagające skupienia, szczerej odpowiedzi. Były szczere, zwięzłe, tylko raz musiałam go skarcić wzrokiem kiedy chciał się rozwinąć. Efekt uzyskany, uspokoił się, drżenie rąk i nóg zdawało się ustać. Mięśnie nie były tak naprężone, oddech spokojny.

Wyjaśnienie moich dzisiejszych oczekiwań nieco go pobudziła. Cienka koszula nocna od razu odkształciła się pod naporem jego penisa. Dłonie spocone zostawiały ślad na materiale.

Podczas pierwszej wizyty pozwalam na pozostanie w koszuli. Pewien rodzaj komfortu dla niego. W tedy łatwiej zapanować nad nim. Zestresowany i spięty gorzej wykonywał by polecenia.

Polecenie przejścia na kozetkę musiałam powtórzyć, wybiło go to z letargu. Powolnie wykonał, oboje mogliśmy zmierzyć się dokładnie wzrokiem. U niego znowu nasilona reakcja. To nudzące, choć nie był zachłanny wzrokiem.

Rękawiczki założyłam będąc do niego plecami. Wystarczy mu miłych wrażeń. W końcu on tutaj jest dla mnie.

Sprawdzenie węzłów chłonnych to zawsze dobry początek na kozetce. Jego mięśnie delikatnie napięte, jednak poddające się mojemu dotykowi, ręka odsuwana ku górze spokojnie wędrowała na taką wysokość na jaką odchyliłam.

Brzuch należało odsłonić, na tą informację prawie się zerwał, zaangażowany i zaaferowany. Szybkie słowo i spojrzenie. Zastygł i opadł. Karnie, poprawnie, zaczynam nad nim panować. Co wzbudza moją satysfakcję. Brzuch miękki, bez objawów otrzewnowych. Zdziwiony że naprawdę uciskam bez chwili wahania. Wstrzymuje oddech podczas nacisku. Kiedy instruuje go aby oddychał i nie napinał mięśni zaczyna oddychać przez nos. Energicznie, lecz znowu karnie. Moje dłonie zatopią się w jego miękkim i okrągłym brzuchu kilkukrotnie, aż nie napawam się kilkoma stęknięciami. Tak jak chciałam.

Na lewy bok położył się szybko i energicznie. Prawa noga nieco mocniej zgięta w kolanie. Kiedy odchodziłam a następnie pojawiłam się przed jego oczami z paskami jego zdziwiona mina była słodka. Nadgarstki już objęte paskami i spięte ze sobą. Nie mocno, tak aby dać znać. Zapytany czy muszę paski mocować do poręczy, cichutko wymamrotał że nie trzeba. Po moim krótkim – oby – jego oddech było słychać. Moja dłoń na jego biodrze była dla niego wymowna. Mimo iż była tylko oparta, jasno określała jego pozycję i sytuację. Zimny żel, który poczuł na zwieraczu wywołał wzdrygnięcie się i gęsią skórkę. Moja dłoń nieco dociskana na jego biodrze szybko przywołała go do porządku. Spokojne i powolne okrężne ruchy palca spowodowały jego przyjemność, która po chwili była drażliwa. Pierwszy ruch rękami. Nie przestawałam masażu zadając pytanie czy chce mnie zawieść z tymi rękami, w końcu pozwoliłam mu mieć je nie przypięte do kozetki.

Cofnięcie palca i wbicie go całego jednym ruchem w odbyt, przyniosło muzykę w postaci przeciągniętego jęku. Powtórzenie tej czynności parokrotnie, spowodowało mniejszą reakcję. Przestałam kiedy jęk był już na tyle cichy że nie pobudzał mnie. Nieco rozczarowana, musiałam przejść do następnej czynności. Kanka weszła bez oporu i większej reakcji. Przykazałam mu zgłoszenie kiedy napór wody będzie nieznośny. Długo nie trzeba było czekać. Kilka ruchów kanki pomogło. W połowie zaczął dyszeć. Nachyliłam się nad nim, zewnętrzną częścią dłoni delikatnie pogładziłam jego policzek, który był już lekko czerwony. Odpowiedział jak żołnierz na rozkaz. Pełen werwy i przekonania w to co mówi. Cudownie, mogę obserwować jak jego przekonanie że wytrzyma będzie maleć. Masaż brzucha i pleców w części krzyżowej przyniósł efekt. Ból zmniejszył natężenie a woda mogła dalej swobodnie wypełniać go. Nogi już złączone prawie wyprostowane, postanowiłam przywrócić do pozycji zgiętej w kolanach. Ten ciężki oddech, kiedy to robiłam, słodkie. Została ćwierć porcji, sygnalizuje że nie da rady więcej. Wstrzymuje wodę. Głęboki oddech i masaż nie przynosi takiej ulgi jak wcześniej. Pobudza mnie to że on się męczy a jednocześnie leży i nasłuchuje każdego dźwięku. Dobrze reaguje na zachęty, co mnie nakręca. Worek ściskam woda wdziera się w niego. Jego sapanie zaczyna być donośne. Każda minuta staje się dla niego trudniejsza do wytrzymania a dla mnie coraz bardziej rozkoszna.

Powoli, obolały siada na przenośnym sedesie. Zdziwienie i przerażenie widać na jego twarzy kiedy dowiaduje się że musi się wypróżnić przy mnie. Obserwuje mnie z niedowierzaniem, zauważa że cała ta sytuacja stymuluje mnie. Staje za jego plecami, dłonie opieram na jego ramionach. Szepcze że jeśli nie wypróżni się teraz to dołożę wody. W końcu się decyduje, zawstydzony upokorzony, z jękiem pozwala aby zawartość jego jelita wylądowała w dużym kuble pod przenośną deską sedesową. Motywuje go aby jeszcze siedział i parł kilkukrotnie, że wszystko z niego ma wylecieć. Pozwalam mu się podetrzeć. Wynoszę zamknięty kubeł. On spocony, zmęczony, zszokowany. Ja rozbawiona i podniecona. Oznajmia mu chwilę jego prawdy. Muszę sprawdzić czy na pewno jest czysty. Tym razem dwa palce bezpardonowo lądują w nim. Przytrzymuje jego biodro, proszę aby się rozluźnił, po czym sięgam jego prostaty. Biedak nie widzi że każdy jego jęk, każda reakcja jego ciała na ucisk wrażliwego miejsca wyzwala we mnie falę podniecenia. Hamuje żądze. Zwalniam ruchy dłoni. Widać że dało mu to chwilę ulgi. Nieco się naśmiewam że to przecież grubość połowy penisa, że przecież to nic takiego. Rękawiczka mówi mi że chyba nie do końca się oczyściłeś – wprawiło go w osłupienie. Zmieniam rękawiczki. Nadal nie daje mu możliwości spojrzenia jak je zakładam, jednak tym razem nie robię tego cicho. Sprawdzam jeszcze raz jego odbyt. Nie wiem czy czuje ulgę że to nie woda czy może w myślach właśnie błaga aby tym razem rękawiczka była czysta. Moje palce zginają się powodując jego jęki. Moje upomnienia aby się nie ruszał, pozwolił zbadać, stara się realizować, a za każdym jego staraniem ja mu to utrudniam. Moje zatrzymane palce wewnątrz niego, dłoń na biodrze otwarta i dociskająca go do kozetki. A wewnątrz wybuch ciepła. Masuje jego zwieracz, on stara się złapać oddech, a kilka łez wysycha na jego policzku. Chwalę go, nie za dużo, ale jednak.

Kiedy siada na krześle tak jak na samym początku widać że robi to niepewnie. Wypisuje ankietę zerkając na niego. Widać że było to dla niego wyzwanie. Kiedy pyta nieśmiało czy wyniki pozwolą na kolejną wizytę mam wrażenie małej eksplozji ciepła wewnątrz. Po chwili zastanowienia, zapisuje mu termin kolejnej wizyty. Uprzedzam go że będzie w innym gabinecie, ginekologicznym. Na to słowo widzę jego szkliste oczy i czuje swoje drętwiejące sutki.

Jeszcze wiele wizyt, wiele zachęt, wiele podchwytliwych pytań „czy chcesz mnie zawieść”. Wiele jego męki, a moich orgazmów mogąc sprawiać i obserwować drżenie jego ciała, zrezygnowanie oraz wzniecać jego nadzieję.