Back to Top
Witamy
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: #4 Pani Prezes l Początek (opow. fikc)

#4 Pani Prezes l Początek (opow. fikc) 2 lata 7 miesiąc temu #1

  • Eddie
  • Eddie  Avatar
  • Offline
  • Fresh
  • Posty: 7
  • Otrzymane podziękowania: 17
  • Oklaski: 1
Spojrzałem na zegarek, było dziesięć po ósmej. Słyszałem, jak za drzwiami Pani Oliwia rozmawiała już z kimś przez telefon. Mogła dłużej pospać. Dzień wcześniej przyjechała zmęczona i później niż zwykle. Do firmy miała jechać w południe. Słyszałem tylko końcówkę rozmowy. Rozmawiała chyba
- Podsumowując – kochałem ten jej stanowczy głos. – Proszę przełożyć moje wszystkie spotkania z dzisiaj i z czterech następnych dni. W biurze ponownie będę w poniedziałek. Zastępuje mnie wiceprezes Kowalczuk. Czy wszystko pani zrozumiała? Tak? To się cieszę. Dobrego dnia – zakończyła, nie czekając na odpowiedź sekretarki. Taka już była. Stanowcza. Dzięki temu, silnemu charakterowi, przebojowości, dobrym decyzjom biznesowym i ogromnemu wkładowi pracy, w wieku 36 lat miała na koncie więcej sukcesów, niż dziesięciu innych szefów czołowych firm z branży informatycznej razem wziętych. Poza tym miała rozległe znajomości w światach biznesu, polityki, kultury i taki stan konta w banku, który dawał jej pozycję w setce najbogatszych osób w kraju.

Otworzyły się drzwi sypialni, na ruch klamki zerwałem się do pozycji klęczącej.
- Załatw sobie wolne w tej swojej gazecie do końca tygodnia – rzuciła w moją stronę.
- Dobrze, moja… - nie zdążyłem dokończyć, bo zdanie przerwał trzask zamykanych drzwi. Wziąłem za telefon i zadzwoniłem do redaktora. Skłamałem, że jestem chory, kilka razy aktorsko zakaszlałem i wszystko było załatwione. Zresztą – umówmy się – nikt w redakcji pewnie nawet nie zwróci uwagi, że mnie tam nie ma.
- Zabukuj na wieczór dwa bilety… – Pani rozmawiała już z kimś innym, najpewniej pracownikiem, który odpowiadał za jej codzienne sprawy. - … Oba oczywiście w klasie biznes. Wieczorny lot do Barcelony, powrót w sobotę. Dane wyślę ci e-mailem. Poza tym, powiedz gosposi i ogrodnikowi, że mają dzisiaj wolne. Kierowca niech przyjedzie po mnie za godzinę – wystrzeliwała kolejne polecenia, jak z karabinu.

No dobra, tak więc lecę do Barcelony. To znaczy Pani leci, a ja z nią. Kto by pomyślał, bo na pewno nie ja, że w ciągu miesiąca tak bardzo zmieni się moje życie...

****
- Jak to, kurwa, nie ma?! To gdzie on do chuja jest?! – wykrzykiwał naczelny, a niosło się po całej redakcji. Nie mam na myśli tylko głównego pomieszczenia czy kuchni, które sąsiadowały z pokojem szefa. Ten ryk był słyszalny w serwerowni na końcu korytarza. Nawet informatyk wyszedł, żeby zorientować się, co się stało. Czasy dla gazety były trudne, nawet takiej jak nasza, z w miarę mocną pozycją na rynku. Jednak o ostatnich działaniach władz gazety w kwestiach reklamy, nie można powiedzieć nawet, że były dobre. Były fatalne. Dawali całe strony za jakieś niskie stawki. Wiem, bo przez przypadek byłem świadkiem rozmowy marketingowca z handlowcem. A gdy nagle okazało się, że informatyczny kontrahent chce wykupić sponsorowany dodatek o firmie i pakiet reklam z najdroższego zestawu „Gold” na rok z góry, okazało się, że nie można podpisać umowy, bo redakcyjny kurier zapomniał dostarczyć umowę do firmy. W tej sprawie do redakcji dzwonił wiceprezes firmy, który - łagodnie rzecz ujmując - nie był zadowolony z faktu, że przedłuża się moment finalizacji kontraktu, a zależało im na czasie. Co okazało się za chwilę i na domiar złego dla redakcji, uprawnienia do zawierania takich umów miała tylko prezes firmy. A ta, nie dość, że pojechała już do domu, to tego samego wieczora miała lecieć na tydzień do Stanów Zjednoczonych. W redakcji trwał chaos. Do godz. 22 nowy numer musiał trafić do drukarni, wszyscy pracowali na najwyższych obrotach. Kuriera nie było i nie było też nikogo, kto mógłby wsiąść do samochodu podstawionego przez firmę, bo nawet to zaproponowali, zawieźć te egzemplarze, dać do podpisu, przywieźć, położyć na biurku redaktora i po sprawie.

W czasie, gdy naczelny wydzierał się z bezradności, zapytałem siedzącego obok dziennikarza o co ta cała awantura. Jak wszystko dokładnie mi wyjaśnił, nie myśląc długo wyszedłem na środek redakcji.
- Ja mogę jechać, oddałem dwa krótkie teksty do korekty, wrzuciłem na stronę newsy, jestem w wolny.
- Nooo – naczelny znowu krzyknął i jednocześnie odetchnął. – Chodź młody, kurwa, dalej, szybciej, chodź. Tu masz teczkę, w środku dwa egzemplarze, każdy ma po 20 stron. Jak ta prezes podpisze, jeden jej zostawiasz, drugi zabierasz, bo jest nasz. Jak wy to mówicie – ogarniasz wszystko?
- Jasne, to jadę – od razu chciałem wychodzić z redakcji, z tym, że nawet nie wiedziałem, gdzie ja mam iść.
- Moment – zastopował moje zapędy. – Za kwadrans pod redakcją będzie samochód z ich firmy, on cię zawiedzie do tej prezes, potem przywiezie. Rozumiesz?
- No tak, spokojnie – w końcu nie było to zbyt skomplikowane.
- Tylko słuchaj młody, jak ty to spierdolisz, przez najbliższy miesiąc będziesz parzył kawę, nawet innym praktykantom, rozumiesz?
- Bez obaw - odpowiedziałem pewnie, ale zupełnie co innego pomyślałem. Jak ja to spierdolę, to stracicie super reklamowe finansowanie. Przecież ja ratuję wam dupę.

Dwadzieścia minut później byłem w samochodzie, kierowca prezes firmy wiózł mnie do jej domu. Ale żebym nie widział drogi i miejsca, gdzie mieszka, wręczył mi okulary 3D i przez kolejne minuty oglądałem jakiś film akcji. – Spoko, pan jedzie – odpowiedziałem, gdy je założyłem. I nawet dobrze się czułem. Jak ktoś ważny. W końcu jako gość jechałem w najnowszym modelu Mercedesa - czarnym i błyszczącym się na zewnątrz i skórzanymi kanapami w środku.
- Dobra, jesteśmy. Tam masz domofon, wciśnij czerwony guzik – mówiąc to wskazał na bramę, a gdy do niej się trochę zbliżyłem zobaczyłem ogromną willę. Aż ręka mi się zatrzęsła, gdy wciskałem ten guzik.

- Dzień dobry, słucham?
- Dzień dobry, przysłano mnie z gazety, mam dokumenty do podpisu dla pani prezes, przywiózł mnie jej kierowca.
- A tak, proszę wejść – głos po drugiej stronie był dziwny, tak mi się przynajmniej wydawało, w pewien sposób jakby załamał się w pół słowa. Nastąpił dźwięk sprzężenia, pchnąłem bramę do przodu, zrobiłem kilkanaście kroków i moim oczom ukazała się willa, jakiej wcześniej nie widziałem. Stanąłem na gustownej wycieraczce, zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła – na oko – czterdziestokilkuletnia pokojówka. Spojrzałem na nią i wiedziałem, że przed chwilą to z nią rozmawiałem. Jej głos był niepewny, miała podpuchnięte oczy, chyba od płaczu. Zapraszając mnie do środka, dwa razy pociągnęła nosem. Próbowała przykryć to sztucznym uśmiechem, ale dość nieumiejętnie. Z jej oka szybkim strumieniem po policzku przeleciała łza, potem druga. Niepewnie wszedłem do środka. Szedłem za gosposią, pokonaliśmy kilka metrów przedpokoju i weszliśmy do ogromnego salonu. Na jego środku w wysokim fotelu siedziała – jak się domyślałem – prezes firmy, który ma podpisać dokumenty. Była bardzo atrakcyjna, wyluzowana, ręka władczo ułożona na oparciu, jedna noga założona na drugą, obok niej na stoliku laptop, dokumenty, trzy telefony, metr przed nią – na baczność, ze złożonymi rękami za plecami i spuszczoną w dół głową stanęła gosposia, która chwilę wcześniej wprowadziła mnie do salonu.
- Proszę sobie tam usiąść – Pani prezes wskazała mi miejsce na skórzanej kanapie. – Zaraz wszystko załatwimy. Muszę tylko… – zrobiła krótką pauzę i z pogardą zerknęła na gosposię. - … muszę tylko coś jeszcze załatwić – dokończyła.
- Oczywiście, zaczekam – odpowiedziałem i usiadłem na wskazanym miejscu.

- Pani Oliwio… ja… ja naprawdę tego nie chciałam. Zrobiłam to, przyznaję, ale bardzo przepraszam. Ma Pani rację, to w ogóle nie powinno się zdarzyć. Bardzo przepraszam Pani Oliwio – mówiła gosposia, pozostając w jednej i tej samej pozycji. Znów pociągnęła nosem, znów zaczęła płakać.
- Tyle lat tu pracujesz i dobrze wiesz, że jak cenię sobie zaufanie, lojalność i uczciwość – odpowiedziała na kajania się gosposi Pani prezes.
- Tak, Pani Oliwio… - gosposia znów chciała zacząć przepraszać i się tłumaczyć, ale jej na to nie pozwolono.
- Uklęknij – rozkazała prezes firmy, wtedy już wiedziałem, że prezes Oliwia. Gosposia uklękła.
O kurczę, o co tutaj chodzi? Pomyślałem.
- Na dwa kolana – sprecyzowała. Gosposia przyłożyła drugie kolano do podłogi.
Pani zapaliła papierosa, zapalniczkę odrzuciła na środek salonu.
- Jeśli będę chciała przyniesiesz mi ją w zębach – powiedziała do gosposi, na co ta tylko przytaknęła.
Z papierosem w ustach Pani Oliwia położyła jedną ze stóp na ramię klęczącej przed nią gosposi, przycisnęła mocniej, uniosła się po swojej prawej stronie, włożyła rękę pod siebie i opadła na fotel. Z tych kilku metrów nie widziałem dokładnie co robi. Zasłaniała mi też dość wysoka poręcz fotela. Chwilę później zrobiła to samo, tym razem opierając o ramę gosposi swoją lewą stopę. Znów lekko podniosła się po jednej stronie, z ręką zrobiła to samo, co wtedy i z powrotem opadła na fotel.
- Ściągnij do końca – powiedziała do gosposi wypuszczając papierosowy dym z ust w górę. Gosposia wyciągnęła przed siebie obie ręce…
- Zębami – poprawiła ją Pani Oliwia. Gosposia zanurzyła się więc w fotelu, wykonała kilka dziwnych ruchów i po czasie zorientowałem się, że ściąga zębami majtki Pani Oliwii. Znów zaczęła cicho płakać.
- Trzymaj w zębach, nie mogę ich teraz od ciebie wziąć. Chyba widzisz, że jestem zajęta i palę papierosa? – zwróciła się do gosposi, która już nie tylko klęczała. Ona klęczała, trzymała w zębach majtki Pani Oliwii i raz po raz dostawała sporą dawkę papierosowego dymu w twarz. Zerknęła przez moment na mnie. A ja nie wierzyłem w to, co widzę. Wcześniej coś podobnego oglądałem tylko na krótkich filmach w internecie. Już dawno odkryłem w sobie uległość do pięknych kobiet. Dlatego wszystko obserwowałem w ciszy, z mocno otwartymi i niedowierzającymi oczami oraz bólami brzucha z podniecenia i ciekawości, co będzie dalej.
- Zaraz podpiszę te dokumenty – nagle Pani Oliwia zwróciła się do mnie i szeroko się uśmiechnęła.
- Thh… - tak zaschło mi w gardle, że nie byłem w stanie nic powiedzieć, nawet prostego słowa. Chyba to zobaczyła, bo znów lekko się do mnie uśmiechnęła.
Kawałki popiołu od papierosa lądowały na panelach, dym nieustannie na twarzy gosposi.
- Wystaw język, kończy mi się papieros – zwróciła się do gosposi. Ta szlochała, trochę się trzęsła, ale wyciągnęła język, majtki Pani Oliwii przełożyła z zębów do rąk. Na języku gosposi wylądował popiół od papierosa. Dostała polecenie, żeby to połknąć. Zrobiła to od razu. Reszta papierosa skończyła w pustym i stojącym obok na stole kieliszku. Gosposia chyba odetchnęła z ulgą.
- Załóż sobie te majtki na głowę – usłyszała po chwili. Robiła wszystko, co mówiła do niej młodsza o kilka lat od niej Pani Oliwia. Nie wiedziałem, co zrobiła, że była tak – jak zrozumiałem w ramach kary – traktowana przez panią, ale wiedziałem i widziałem, jak bardzo zależy jej na pracy, bo o to toczyła się gra. Gra pani Oliwii w poniżenie swojej gosposi. Trzęsącymi się rękoma złożyła majtki na głowę, naciągnęła gumkę, żeby nie zsunęły się z jej głowy, a w tym czasie Pani Oliwia nie mogła powstrzymać się od śmiechu. A ja z podniecenia. Myślałem, że zaraz rozerwie mi rozporek.

- Zejdź już mi z oczu, nie mam ochoty na ciebie patrzeć – powiedziała w końcu do upodlonej do granic gosposi. Ta wstała, cały czas na głowie miała majtki swojej szefowej, zrobiła kilka kroków w tył, trochę jakby się ukłoniła i poszła do kuchni.
- Zapraszam – powiedziała tym razem do mnie prezes firmy.
Wstałem z fotela i na drżących nogach podszedłem na środek salonu. O ile pod spodniami mogłem ukryć nabrzmiałego do granic penisa i trzęsące się nogi, to gdy zaczęły mi się trząść ręce - już nie. Podałem prezes firmy dwa egzemplarze umowy, przejrzała kontrakt w kilku punktach i widocznie wszystko się zgadzało, bo rzuciła kilka podpisów w wyznaczonych miejscach i oddała mi mój egzemplarz.
- Ukradła ze stolika jednego z pięćdziesięciu leżących na nim banknotów – powiedziała do mnie Pani Oliwia, wyciągając z paczki kolejnego papierosa.
- Yyy… noo…y… okey, nie moja sprawa, przepraszam – choć sam nie wiem za co miałem przepraszać. - Coś jeszcze? – zapytała. Trzymałem w ręku egzemplarz umowy i powinienem kierować się do wyjścia. Jednak jakaś wewnętrzna siła nie pozwoliła mi opuścić tego salonu, tego domu, tej Pani, która siedziała w fotelu.
- Dzie-e-ękuję – w końcu wyksztusiłem, pierwszy raz w życiu się jąkając. Odwróciłem się w stronę wyjścia, zrobiłem ku niemu kilka kroków i mimo woli spojrzałem w dół – na podłodze wciąż leżała zapalniczka, którą wcześniej odrzuciła to miejsce Pani Oliwia. Spojrzałem za siebie. Prezes właśnie wkładała papierosa do ust i chyba zaczynała szukać wzrokiem po stole czegoś, czym mogła być odpalić mentolowego slima. Uklęknąłem w miejscu, w którym jeszcze chwilę temu stałem. Odłożyłem na podłogę kartki umowy, zbliżyłem usta do podłogi i wziąłem w zęby tę zapalniczkę. Powoli, na kolanach i z zapalniczką w zębach, zbliżyłem się do fotela, w którym siedziała Pani Oliwia. Z tamtej perspektywy był jeszcze większy, a Pani Oliwia jeszcze bardziej władcza. Obserwowała mnie, jak gdyby w ogóle nie zaskoczyło ją moje zachowanie. Wzięła od mnie zapalniczkę, odpaliła papierosa, po czym odłożyła na stół. Wzięła z kolei z niego kieliszek, w którym znajdowała się resztka po jej poprzednim papierosie, przechyliła go dnem do góry i na podłogę wypadły resztki papierosa i krople białego wina.
- Smacznego - powiedziała cicho. Znów nachyliłem głowę do podłogi, wziąłem resztki tego papierosa do ust, zacząłem je przeżuwać, potem połknąłem. Z podłogi zlizałem też pozostałości po winie. Miałem już wtedy na głowie stopę Pani Oliwii.
- Dobrzeeee – powiedziała z dużą satysfakcją – Bardzo dobrze – podkreśliła. - Dokładnie za tydzień, przed godz. 20, widzę cię na kolanach przed głównymi drzwiami. Kod do bramy: 6996. Tymczasem żegnam – ściągnęła stopę z mojej głowy, wstała i udała się na górę. Ja z kolei – w kierunku drzwi wyjściowych, biorąc po drodze z podłogi umowę. Mijając jedno z pomieszczeń usłyszałem tylko, jak jakiś młody człowiek dziękuje za pracę gosposi na rzecz domu Pani Oliwii, słyszałem, jak liczy na głos, wypłacając jej wynagrodzenie i odprawę.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): hans4, AQUA, moronek, Lady Laura Gdynia, Pazur

#4 Pani Prezes l Początek (opow. fikc) 2 lata 7 miesiąc temu #2

  • Lady Laura Gdynia
  • Lady Laura Gdynia Avatar
  • Offline
  • Gold
  • Posty: 290
  • Otrzymane podziękowania: 277
  • Oklaski: 22
Eddie jak zwykle świetne opowiadanie :laugh: Brawo!
Kontakt w sprawie sesji- GG 47837594 ,tel.728-761-394,Skype-pejczisex
<kliknij baner>
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Eddie

#4 Pani Prezes l Początek (opow. fikc) 2 lata 7 miesiąc temu #3

  • Pazur
  • Pazur Avatar
  • Offline
  • Junior
  • Posty: 31
  • Otrzymane podziękowania: 6
  • Oklaski: 0
Eddie super opowiadanie. Nie mogę doczekać się kontynuacji :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Eddie
Zasilane przez Forum Kunena